sobota, 12 września 2015

Part 2


Perspektywa Angie
Po długim namyśle stwierdziłam, że nałoże na siebie elekancką sukienke w kolorze mięty ze skórzanym, jasnobrązowym paskiem w tali, aby podkreślił moje ksztauty. Na stopy wciągnęłam białe sandałki na grupym ośmiocentymetrowym obcasie. Wytuszowałam delikatnie rzęsy, brązerem podkeśliłam kości policzkowe, a usta pudrowo różową szminką. Natomiast moje lekko falowane włosy potraltowałam lokówką tworząc bujne loki, które popryskałam lakierem. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i dokonałam minimalistyczne poprawki. Zadowolona z efektu wyszłam z pokoju.
Stojąc u szczytu schodów dostrzegłam na kanapie w salonie Germana z dwoma innymy mężczyznami. Wytężyłam słuch i po chwili dowiedziałam się, że inżynier posługuje się językiem angielskim.
- pewnie spotkanie- pomyślałam i zestąpałam na pierwszy schodek, a po nim zaczęłam pokonywać kolejne, aż nie znalazłam się na dole.
- Good afternon- Przywitałam się, kiedy cała trójka skierowała na mnie swoje spojrzenia. Jeden z towarzyszy mojego szwagra wstał z sofy, podszedł do mnie i pocałował grzbiet mojej dłoni wymawiając prze dtym "Hi beuty*". Zarumieniłam się lekko i zabrałam dłoń. Mimo, iż blondwłosy obcokrajowiec, który przed chwilą całował moją dłoń wydawał się miły, czułam od niego odpychającą dłoń dymu papierosowego. Drugi z nieznajomych był przystojnym mulatem z lekkim zarostem na twarzy. Obaj kleili się do mnie z uroczymi uśmieszkami i prawli komplementy, co mówiąc szczerze- podobało mi się, no bo która kobieta nie lubi komplementów?
- Angie możemy na słówko?- Odezwał się niezadowolony pan domu, kiedyfacetojcem.
lił mnie od przystojnego mulata. Przytaknęłam lekkim kiwnięciem głowy i weszłam za brunetem do kuchni. - Pięknie wyglądasz- Wyszeptał pan domu.
- Co chciałeś?- Zapytałam krzyżyjąc dłonie na piersi- Zaraz wychodzę- Dodałam zerkając na zegar wiszący na ścianie.
- O której będziesz?- Zapytał. Uniosłam zaskoczona brwi i otworzyłam usta na kształt litery "o"
- Jestem dorosła, wróce jak wróce- Warknęłam nieco niezadowolona. Nie mógł mi przecież prawić kazań i wymyślać reguł jak nastolatce.- Poza tym Harry na pewno mnie odprowadzi- prychnęłam.
- Angie zrozum, nie znam tego faceta i skąd mamy mnieć pewność, że nic ci nie zrobi- Zapytał opanowanym tonem, a ja czułam się jak mała dziewczynka, która pierwszy raz ma iść sama na plac zabaw i słucha nudnych regułek mamy.
- Będe wychodzić z kim chce i o której chce, a tobie nic do tego- Warknęłam. Nie zamierzałam mu się z niczego tłumaczyć, nie był moim ojcem.
- Po prostu się martwie- Westchnął chcą mnie przytulić, ale ja go odepchnęłam.
- Martwić to się powinieneś o Violette?- Dokończyłam razem z dzwoniek do drzwi. Zarzuciłam włosy za ramię i ruszyłam otworzyć. Na progu ujrzałam Harry"ego w błękitnek koszuli i czarnych, obcisłych rurkach.
- Pedał- Mruknął German przechodząc obok, a ja całkowicie go zignorowałam. Miałam jednak nadzieje, że zielonooki tego nie słyszał, bo nie chciałam przepraszać go w imieniu inżyniera, dlatego uśmiechnęłam się do niego serdecznie i wyszliśmy z domu, kierując się do jego srebrnej Hondy. Gentelmensko otworzył mi drzwi auta, a następnie sam usiadł na miejscu kierowcy. Panującą w samochodzie cisze  przerwał lokowaty.
- ślicznie wyglądasz- Uśmiechnął się szemwolsko i ukazał rząd białych zębów. Był naprawdę miły i bardzo wygadany. Widać było, że nie spina się i podchodzi do "randki" na luzie, a nie sztywno. Dojechaliśmy do jednych z restauracji, których w Buenos Aires było sporo.
- Ten facet, który mamrotał coś pod nosem... To twój mąż?- Zapytał wkońcy zielonooki, kiedy siedzieliśmy przy stoliku z winem i czekaliśmy na jedzenie.
- Nie- Odpowiedziałam gwałtownie, aż za bardzo, bo Harry lekko podskoczył i prawie wylał zawartość czerwonego płynu z kieliszka. - To mój szwagier- Dodałam spokojniej uśmiechając się przepraszająco.
Reszta wieczoru minęła nam zabawnie. Harry rozbawiał mnie niemal każdym wypowiedzianym zdaniem. Nie widziałam w nim dwudziesto ośmio letniego mężczyzny, tylko małego chłopca, który uwielbia płatać figle.
- Rachunek prosimy- Odparł kiedy kelner przyszedł pozbierać naczynia z naszego stolika. Pracownik posłusznie przyniósł paragon i czekał, aż Harry zapłaci za posiłek. Po opuszczeniu restauracji za namową mojego towarzysza udaliśmy się do klubu. Głośna muzyka, alkohol  i dym papierowowy- właśnie to wyczuły moje zmysły kiedy weszłam do środka. Wielka sala wypełniona jeszcze większą ilością tańczących i z większości napalonych na siebie ludzi. Uczepiona lokowatego podeszłam do baru i zasiadłam na wysokim krześle ze sztucznej skóry. Barman postawił przed nami zamówione przez mężczyzne drinki, a ja naśladując Harry' ego zaczęłam sączyć kolorowy napój przez żółtą słomkę. Skrzywiłam się gorzkim smakiem alkoholu, ale dalej opróżniałam szklankę. Szczerze mówiąc takie kluby nie były w moim stylu. Od woni papierosów i alkoholu  mnie mdliło, a po tak głośnej muzyce bolała głowa.
- Idziemy tańczyć- Zaproponował loczek i wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Nie, jestem zmęczona- Odparłam na tyle głośno, aby stojący kilkanaście centymetrów ode mnie, mnie usłyszał.
- Nie daj się prosić- Nalegał uśmiechając się szemwolsko. Westchnęłam smutno i podałam mu dłoń, aby pomógł mi wstać z krzesła. Ruszyliśmy na parkiet i zaczęliśmy poruszać się w rytm muzyki. Otoczona ludźmi dobranymi w pary przyglądałam się kobietą, które ocierały się o swoich podnieconych partnerów, których zapewne znały od kilku godzin. Kręciłam nieśmiało biodrami, co chwile zderzając się z innymi wywołując tym niemiłe odczucia. Chciałam znaleźć się w przytulnym łóżku z ciekawą książką i cicho puszczoną ulubioną muzyką. W duchu skakałam z radości, kiedy muzyka ucichła i przemknęłam się szybko do barku, przy którym na powrót usiadłam i zamówiłam zwykłą wodę niegazowaną. Skąpo ubrana barmanka z rozbawieniem zrealizowała moje zamówienie. No bo kto w klubie zamawia wode? To takie dziwne... Czujecie ten sarkazm? Opróżniłam szklankę i zwróciłam wzrok na Harry' ego, który właśnie schodził zsapany z parkietu.
- Wracamy?- Spytałam z nadzieją w głosie, a mój towarzysz przytaknął. Ramie w ramie wyszliśmy z klubu i przechadzaliśmy się moim ukochanym parkiem w strone willi Castillo.
- Jak się bawiłaś- Zapytał. W restauracji i na obecnym spacerze bawiłam się świetnie. Tylko my i nasza rozmowa. Gorzej było w klubie. Nie chciałam jednak okazywać niezadowolenia, bo bawiłam się naprawde dobrze.
- Cudnie- Odpowiedziałam po chwili namysłu.- Tylko jestem strasznie zmęczona.
- To widzimy się w poniedziałek- Uśmiechnął się zielonooki i mocno mnie uścisnął, po czym pocałował w policzek. - Cześć
- Pa- Szepnęłam i wtargnęłam na teren posesji szukając w torebce kluczy. Kiedy w końcu je znalazłam, przekręciłam je w zamku i cicho weszłam do środka. Stąpałam na palcach w stronę schodów z rękami wyciągniętymi do przodu. Nagle wpadłam na coś, a raczej na kogoś... Zapewne wylądowałabym na tyłku gdyby ten "ktoś" w miare szybko nie przytrzymał mnie w pasie.
- Nareszcie wróciłaś- Usłyszałam głos Germana, w którym wyczułam ulgę. - Przepraszam za ten napad przed twoim wyjściem- Powiedział ze skruchą.- Nie lubie widzieć cie w towarzystwie innych mężczyzn
- Przynajmiej wiem, że ktoś się o mnie troszczy- Odparłam- Kocham cię szwagrze- Wymamrotałam i wtuliłam się w jego klatę. Usłyszałam westchnięcie, a po chwili jego silne ramiona obejmowały moje plecy.
Perspektywa Germana.
Kocham cię szwagrze?! Napewno nie miała na myśli miłości, którą kobieta darzy mężczyzne. Załamywał mnie fakt, że Angie wróciła z tej kolacji cała rozpromieniona. "Jeśli ten gość chodzący w rurkach cie pocałował, skręce mu kark"- powstrzymałem się od wypowiedzenia tych słów, kiedy Angie i ja trwaliśmy w uścisku  na środku ciemnego korytarza. W końcu jednak świat przybrał swoje normalne tępo, a blondynka się ode mnie odsunęła. - Dobranoc- Powiedziała i cmoknęła mój policzek zostawiając na nim ślad różowej szminki.
Ruszyłem do swojej sypialni i pewny, że moja ukochana jest w bezpiecznym domu odpłynąłem do krainy Morfeusza.
Perspekywa Angie
Obudziłam się z bólem rozsadzającym moją czaszkę. Czy wspominałam już, że mam bardzo słabą głowę do alkoholu? Powędrowałam wzrokiem na elektroniczny zegarek na wyświetlaczu komórki i zobaczyłam 10.20 rano. Przetarłam zaspane oczy i wstałam z łóżka

2 komentarze:

  1. Super! German, taki troskliwy i kochany... właśnie takiego go lubię... ;) Czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super:*
    Czekam na next !
    Pozdrawiam Natalia:*

    OdpowiedzUsuń