sobota, 12 września 2015

Part 2


Perspektywa Angie
Po długim namyśle stwierdziłam, że nałoże na siebie elekancką sukienke w kolorze mięty ze skórzanym, jasnobrązowym paskiem w tali, aby podkreślił moje ksztauty. Na stopy wciągnęłam białe sandałki na grupym ośmiocentymetrowym obcasie. Wytuszowałam delikatnie rzęsy, brązerem podkeśliłam kości policzkowe, a usta pudrowo różową szminką. Natomiast moje lekko falowane włosy potraltowałam lokówką tworząc bujne loki, które popryskałam lakierem. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i dokonałam minimalistyczne poprawki. Zadowolona z efektu wyszłam z pokoju.
Stojąc u szczytu schodów dostrzegłam na kanapie w salonie Germana z dwoma innymy mężczyznami. Wytężyłam słuch i po chwili dowiedziałam się, że inżynier posługuje się językiem angielskim.
- pewnie spotkanie- pomyślałam i zestąpałam na pierwszy schodek, a po nim zaczęłam pokonywać kolejne, aż nie znalazłam się na dole.
- Good afternon- Przywitałam się, kiedy cała trójka skierowała na mnie swoje spojrzenia. Jeden z towarzyszy mojego szwagra wstał z sofy, podszedł do mnie i pocałował grzbiet mojej dłoni wymawiając prze dtym "Hi beuty*". Zarumieniłam się lekko i zabrałam dłoń. Mimo, iż blondwłosy obcokrajowiec, który przed chwilą całował moją dłoń wydawał się miły, czułam od niego odpychającą dłoń dymu papierosowego. Drugi z nieznajomych był przystojnym mulatem z lekkim zarostem na twarzy. Obaj kleili się do mnie z uroczymi uśmieszkami i prawli komplementy, co mówiąc szczerze- podobało mi się, no bo która kobieta nie lubi komplementów?
- Angie możemy na słówko?- Odezwał się niezadowolony pan domu, kiedyfacetojcem.
lił mnie od przystojnego mulata. Przytaknęłam lekkim kiwnięciem głowy i weszłam za brunetem do kuchni. - Pięknie wyglądasz- Wyszeptał pan domu.
- Co chciałeś?- Zapytałam krzyżyjąc dłonie na piersi- Zaraz wychodzę- Dodałam zerkając na zegar wiszący na ścianie.
- O której będziesz?- Zapytał. Uniosłam zaskoczona brwi i otworzyłam usta na kształt litery "o"
- Jestem dorosła, wróce jak wróce- Warknęłam nieco niezadowolona. Nie mógł mi przecież prawić kazań i wymyślać reguł jak nastolatce.- Poza tym Harry na pewno mnie odprowadzi- prychnęłam.
- Angie zrozum, nie znam tego faceta i skąd mamy mnieć pewność, że nic ci nie zrobi- Zapytał opanowanym tonem, a ja czułam się jak mała dziewczynka, która pierwszy raz ma iść sama na plac zabaw i słucha nudnych regułek mamy.
- Będe wychodzić z kim chce i o której chce, a tobie nic do tego- Warknęłam. Nie zamierzałam mu się z niczego tłumaczyć, nie był moim ojcem.
- Po prostu się martwie- Westchnął chcą mnie przytulić, ale ja go odepchnęłam.
- Martwić to się powinieneś o Violette?- Dokończyłam razem z dzwoniek do drzwi. Zarzuciłam włosy za ramię i ruszyłam otworzyć. Na progu ujrzałam Harry"ego w błękitnek koszuli i czarnych, obcisłych rurkach.
- Pedał- Mruknął German przechodząc obok, a ja całkowicie go zignorowałam. Miałam jednak nadzieje, że zielonooki tego nie słyszał, bo nie chciałam przepraszać go w imieniu inżyniera, dlatego uśmiechnęłam się do niego serdecznie i wyszliśmy z domu, kierując się do jego srebrnej Hondy. Gentelmensko otworzył mi drzwi auta, a następnie sam usiadł na miejscu kierowcy. Panującą w samochodzie cisze  przerwał lokowaty.
- ślicznie wyglądasz- Uśmiechnął się szemwolsko i ukazał rząd białych zębów. Był naprawdę miły i bardzo wygadany. Widać było, że nie spina się i podchodzi do "randki" na luzie, a nie sztywno. Dojechaliśmy do jednych z restauracji, których w Buenos Aires było sporo.
- Ten facet, który mamrotał coś pod nosem... To twój mąż?- Zapytał wkońcy zielonooki, kiedy siedzieliśmy przy stoliku z winem i czekaliśmy na jedzenie.
- Nie- Odpowiedziałam gwałtownie, aż za bardzo, bo Harry lekko podskoczył i prawie wylał zawartość czerwonego płynu z kieliszka. - To mój szwagier- Dodałam spokojniej uśmiechając się przepraszająco.
Reszta wieczoru minęła nam zabawnie. Harry rozbawiał mnie niemal każdym wypowiedzianym zdaniem. Nie widziałam w nim dwudziesto ośmio letniego mężczyzny, tylko małego chłopca, który uwielbia płatać figle.
- Rachunek prosimy- Odparł kiedy kelner przyszedł pozbierać naczynia z naszego stolika. Pracownik posłusznie przyniósł paragon i czekał, aż Harry zapłaci za posiłek. Po opuszczeniu restauracji za namową mojego towarzysza udaliśmy się do klubu. Głośna muzyka, alkohol  i dym papierowowy- właśnie to wyczuły moje zmysły kiedy weszłam do środka. Wielka sala wypełniona jeszcze większą ilością tańczących i z większości napalonych na siebie ludzi. Uczepiona lokowatego podeszłam do baru i zasiadłam na wysokim krześle ze sztucznej skóry. Barman postawił przed nami zamówione przez mężczyzne drinki, a ja naśladując Harry' ego zaczęłam sączyć kolorowy napój przez żółtą słomkę. Skrzywiłam się gorzkim smakiem alkoholu, ale dalej opróżniałam szklankę. Szczerze mówiąc takie kluby nie były w moim stylu. Od woni papierosów i alkoholu  mnie mdliło, a po tak głośnej muzyce bolała głowa.
- Idziemy tańczyć- Zaproponował loczek i wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Nie, jestem zmęczona- Odparłam na tyle głośno, aby stojący kilkanaście centymetrów ode mnie, mnie usłyszał.
- Nie daj się prosić- Nalegał uśmiechając się szemwolsko. Westchnęłam smutno i podałam mu dłoń, aby pomógł mi wstać z krzesła. Ruszyliśmy na parkiet i zaczęliśmy poruszać się w rytm muzyki. Otoczona ludźmi dobranymi w pary przyglądałam się kobietą, które ocierały się o swoich podnieconych partnerów, których zapewne znały od kilku godzin. Kręciłam nieśmiało biodrami, co chwile zderzając się z innymi wywołując tym niemiłe odczucia. Chciałam znaleźć się w przytulnym łóżku z ciekawą książką i cicho puszczoną ulubioną muzyką. W duchu skakałam z radości, kiedy muzyka ucichła i przemknęłam się szybko do barku, przy którym na powrót usiadłam i zamówiłam zwykłą wodę niegazowaną. Skąpo ubrana barmanka z rozbawieniem zrealizowała moje zamówienie. No bo kto w klubie zamawia wode? To takie dziwne... Czujecie ten sarkazm? Opróżniłam szklankę i zwróciłam wzrok na Harry' ego, który właśnie schodził zsapany z parkietu.
- Wracamy?- Spytałam z nadzieją w głosie, a mój towarzysz przytaknął. Ramie w ramie wyszliśmy z klubu i przechadzaliśmy się moim ukochanym parkiem w strone willi Castillo.
- Jak się bawiłaś- Zapytał. W restauracji i na obecnym spacerze bawiłam się świetnie. Tylko my i nasza rozmowa. Gorzej było w klubie. Nie chciałam jednak okazywać niezadowolenia, bo bawiłam się naprawde dobrze.
- Cudnie- Odpowiedziałam po chwili namysłu.- Tylko jestem strasznie zmęczona.
- To widzimy się w poniedziałek- Uśmiechnął się zielonooki i mocno mnie uścisnął, po czym pocałował w policzek. - Cześć
- Pa- Szepnęłam i wtargnęłam na teren posesji szukając w torebce kluczy. Kiedy w końcu je znalazłam, przekręciłam je w zamku i cicho weszłam do środka. Stąpałam na palcach w stronę schodów z rękami wyciągniętymi do przodu. Nagle wpadłam na coś, a raczej na kogoś... Zapewne wylądowałabym na tyłku gdyby ten "ktoś" w miare szybko nie przytrzymał mnie w pasie.
- Nareszcie wróciłaś- Usłyszałam głos Germana, w którym wyczułam ulgę. - Przepraszam za ten napad przed twoim wyjściem- Powiedział ze skruchą.- Nie lubie widzieć cie w towarzystwie innych mężczyzn
- Przynajmiej wiem, że ktoś się o mnie troszczy- Odparłam- Kocham cię szwagrze- Wymamrotałam i wtuliłam się w jego klatę. Usłyszałam westchnięcie, a po chwili jego silne ramiona obejmowały moje plecy.
Perspektywa Germana.
Kocham cię szwagrze?! Napewno nie miała na myśli miłości, którą kobieta darzy mężczyzne. Załamywał mnie fakt, że Angie wróciła z tej kolacji cała rozpromieniona. "Jeśli ten gość chodzący w rurkach cie pocałował, skręce mu kark"- powstrzymałem się od wypowiedzenia tych słów, kiedy Angie i ja trwaliśmy w uścisku  na środku ciemnego korytarza. W końcu jednak świat przybrał swoje normalne tępo, a blondynka się ode mnie odsunęła. - Dobranoc- Powiedziała i cmoknęła mój policzek zostawiając na nim ślad różowej szminki.
Ruszyłem do swojej sypialni i pewny, że moja ukochana jest w bezpiecznym domu odpłynąłem do krainy Morfeusza.
Perspekywa Angie
Obudziłam się z bólem rozsadzającym moją czaszkę. Czy wspominałam już, że mam bardzo słabą głowę do alkoholu? Powędrowałam wzrokiem na elektroniczny zegarek na wyświetlaczu komórki i zobaczyłam 10.20 rano. Przetarłam zaspane oczy i wstałam z łóżka

wtorek, 8 września 2015

Part 1

Odkąd wyjechałam do Francji moje życie polegało na impulsywności. W sekundę musiałam podejmować ważne decyzje, które wymagają dokładnego zastanowienia. Dwa miesiące temu dostałam propozycje na kilka sesji zdjęciowych w różnych zakątkach świata. Mimo wielu wątpliwości zgodziłam się, a w zeszłym tygodniu w gazetach w całej Ameryce i Europie pojawiły się moje zdjęcia z artykułem "Czy Angeles Carara pójdzie w ślady siostry i zacznie śpiewać?"
Oficjalnie zdecydowałam, że nie zamierzam dawać koncertów, ani zawodowo śpiewać. Propozycje były bardzo kuszące, ale postanowiłam niedługo wrócić do Buenos Aires i znów dawać lekcje śpiewu w studio.
Siedziałam w samolocie, który miał już za kilka chwil dotrzeć do słonecznej stolicy Argentyny. Wygodnie rozłożona w miękkim fotelu wcisnęłam słuchawki i uszy i włączyłam moją ulubioną play listę.
W uszach rozbrzmiały nuty "habla si puedes". Przymknęłam oczy i dałam ponieść się marzeniom.
Perspektywa Germana
- German!- Usłyszałem zaskoczony głos Ramallo, który wparował podekscytowany. - Zobacz na stronę dwudziestą trzecią!- Powiedział i rzucił mi na biurko kolorową gazetę modową.
- Po co?- Zapytałem unosząc brwi. Byłem zmęczony ostatnimi miesiącami, kiedy podpisywałem liczne kontrakty i jeździłem na spotkania w całym kraju. Jedyne czego pragnąłem to solidnego odpoczynku, a nie oglądania kobiecych magazynów.
- Czytaj i nie gadaj!- Zażądał, a ja uniosłem dłonie w górę na znak poddania i otworzyłem damskie czasopismo na wyznaczonej stronie. To co tam ujrzałem trochę mną zatrzęsło. Angie jako modelka. Na wszystkich zdjęciach wyglądała tak naturalnie, pięknie. Byłem zaskoczony, że moja szwagierka została modelką. I artykuł, który z zainteresowaniem przeczytałem. Kiedy dotarłem do miejsca, gdzie kobieta powiedziała, że nie robi kariery wokalnej odetchnąłem z ulgą. Nie chciałbym żeby jej los był taki jak Maryi. W duchu bardzo przejąłem się tym, że widzę blondynkę w gazecie, ale starałem zachować się stoicki spokój. Nie zamierzałem pokazywać jakichkolwiek emocji przez Ramallem, który zacząłby swoje mądrości. - Kochasz ją- Stwierdził. On wiedział, że ja wiem, że on ma rację.
-Masz racje- Poddałem się sfrustrowany. Kochałem ją jak głupi i byłem gotowy obić twarz każdemu mężczyźnie, który śmiał na nią spojrzeć. - I wiesz co? Jestem cholernym tchórzem, bo nie potrafię o nią walczyć, ani jej tego okazać- Bąknąłem bawiąc się długopisem, którym po chwili cisnąłem w kąt gabinetu.
- Walcz o nią. Jedź jutro do niej do Francji i wyznaj uczucia. - Doradzał mi przyjaciel, a ja analizowałem wszystkie opcje. Już chciałem coś powiedzieć, kiedy rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi.
Perspektywa Angie
- Angeles moja Angunia! Ale wypiękniałaś- Krzyczała czarnowłosa gosposia tuląc mnie do siebie o nie zamierzając uwolnić z uścisku.- Tak tu smutno bez ciebie było. Violetta!- Krzyczała kobieta, a schodami zbiegła blond włosa nastolatka.
- Angie- Wykrzyczała siostrzenica i odepchnęła gosposie tonąc w moim uścisku. - Jej Angie jak się cieszę, że tu jesteś. Na ile zostaniesz? Wrócisz do studia? muszę ci tyle opowiedzieć- Mówiła podekscytowana i skakała z radości.
Kiedy dziewczyna mnie puściła zobaczyłam dwóch dobrze znajomych mi mężczyzn. Najpierw przywitałam się z Ramallem, a zaraz potem przyszła kolej na Germana. Chwile staliśmy na przeciwko siebie intensywnie się w siebie wpatrując. Zahipnotyzowana jego czekoladowymi tęczówkami nie śmiało  się uśmiechnęłam i przytuliłam go. Nie był to uścisk dwójki przyjaciół, ani rodziny, tylko zakochanej pary. Zignorowałam łzy piekące moje zamknięte oczy i wtulałam się w jego klatę rozkoszując się zapachem męskich perfum i żelu pod prysznic.
- Ide zrobić twój ulubiony tort bezowy- Oznajmiła śpiewnym tonem gosposia i uszczypnęła mnie lekko w policzek. Violetta zaciągnęła mnie do swojego różowego pokoiku i wskoczyła na łóżku. Długo czekałam na chwilę, kiedy znowu tak usiądziemy i szczerze porozmawiamy,jak robiłyśmy to co dziennie. Violetta opowiedziała mi o studiu, o tęsknoty za Leonem i o różnych kłótniach z ojcem. Ja natomiast udzieliłam jej informacji o moim życiu w Europie.
- Na ile zostajesz- Padło w końcu pytanie z ust dziewczyny.
- Na stałe- Odpowiedziałam z uśmiechem i dostrzegłam iskierki w radosnych oczach nastolatki. - Idę się rozpakować- Stwierdziłam i z uśmiechem na ustach opuściłam pokój.
Moja sypialnia w ogóle się nie zmieniła. Te same kawowe ściany, duże łóżko małżeńskie pod ścianą. Biała etażerka i duża szafa wbudowana w ścianę. Podeszłam do dużego okna i odsłoniłam rolety wpuszczając do pomieszczenia światło słoneczne. Mój krokus stojący w doniczce na komodzie prześlicznie zakwitł za sprawą umiejętności ogrodniczych Olgi, dlatego po pomieszczeniu roznosiła się delikatna woń kwiatu. Bez zwłoki zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy i segregując je w szafach. Kosmetyki zaniosłam do swojej łazienki i ułożyłam je na białej, metalowej półeczce. Przejrzałam się w lustrze umieszczonym nad umywalką i zobaczyłam blondynkę z rozczochranymi włosami po ciężkiej podróży i lekko podkrążonymi oczami. Pobyt w Europie spełnił moje marzenia, ale najlepiej i najbezpieczniej czułam się tu- w Buenos Aires. Znużona całym dniem zrzuciłam z siebie dzisiejsze ubrania i weszłam do kabiny prysznicowej. Pozwoliłam, żeby gorące krople wody swobodnie spłynęły po moim ciele. Odchyliłam lekko głowę do tyłu, aby ciecz zmoczyła rówież moją twarz. Odprężyłam się pod pół godzinnym prysznicem, po którym ustałam na biały puchaty dywanik, a swoje ciało owinęłam ręcznikiem. Wyszłam z łazienki i będąc w swoim pokoju ubrałam moją różową koszulę nocną, sięgającą do połowy uda. Usiadłam na szerokim parapecie i przyglądałam się widokowi z mojego okna. Buenos Aires nocą wyglądało zupełnie inaczej niż Francja czy Włochy. Nie widziałam kolorowych kamienic, tylko bajecznie oświetlone parki i dzielnice, a gdzieniegdzie kluby, gdzie bawiło się wielu ludzi każdej nocy. Przybliżyłam kolana do klatki piersiowej i ułożyłam podbródek na kolanach. Zaczęłam cicho podśpiewywać "Tienes Todo", ale moje emocje nie pozwoliły mi śpiewać pod nosem, dlatego już po chwili śpiewałam już na cały dom. Razem z zakończeniem utworu usłyszałam klaskanie. Gwałtownie odwróciłam wzrok w stronę przybysz, którym okazał się panem domu.
- Pięknie- Skomentował z delikatnym uśmiechem. Również lekko podniosłam kąciki ust i starałam się ukryć moje skrępowanie tym, że siedzę przed nim w samej pidżamie. - Masz anielski głos.- Dodał.
- Dziękuje- Szepnęłam. Nie lubiłam kiedy ktoś zbyt bardzo zachwycał się moim śpiewem, co właśnie robił German. Starałam się jednak być miła dla szwagra, któremu jeszcze nie całe trzy lata temu miałam ochotę podciąć gardło.
- Nie dziękuj. Jesteś zmęczona po podróży?- Zapytał w końcu.
- Bardzo- Wyznałam zgodnie z prawdą. Padałam z nóg i jedyne na co miałam ochotę, to wyłożyć się na moim wygodnym łóżku i spać, tak długo, aż porządnie się wyśpię.
- Więc dobranoc- Zbliżył się do mnie i pocałował w czubek głowy, następnie opuszczając pokój.
Przekręciłam się z boku na bok i spokojnie oddychałam. Niedawno wybudziłam się z krainy Morfeusza, ale nie zamierzałam otwierać oczu, a ci dopiero wstawać. Usłyszałam przekręcanie klamki i otwieranie drzwi. Zignorowałam to i udawałam, że nadal śpię. Przybysz położył coś na stoliku nocnym i cmoknął mnie w czubek nosa, a następnie wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi. Kiedy ten "ktoś" opuścił pokój otworzyłam oczy, które oślepiły promienie słoneczne. Zasłoniłam je ręką i podniosłam się do pozycji siedzącej i zwróciłam wzrok na etażerkę, gdzie leżała srebrna taca z talerzem rożnych kanapek, kubkiem herbaty i karteczką. Wzięłam do dłoni kartkę papieru i przeczytałam napis "Smacznego śpiąca królewno". Mimowolnie się uśmiechnęłam i ułożyłam tacę na swoich kolanach, aby zjeść śniadanie. Cały czas zastanawiałam się, kto mógłby przynieść mi to jedzenie, ale muszę przyznać, że jak na zwykłe kanapki smakowały świetnie.
Po zjedzeniu śniadania odprawiłam poranną rutynę i wyszykowana zeszłam na dół.
- Witam!- Krzyknęłam entuzjastycznie do krzątającej się w kuchni gosposi.
- Oooo Angie wyspana?- Zapytała czarnowłosa posyłając mi serdeczny uśmiech.
- Oczywiście- Odpowiedziałam. Trochę czasu jeszcze porozmawiałam z Olgitą, a następnie zabrałam torebkę i ruszyłam w stronę szkoły artystycznej "studio on beat".
Wdychałam zapach stolicy Argentyny. W powietrzu wyczuwałam zapachy gofrów, karmelu i jabłek, które sprzedawano w kolorowych stoiskach. Przyglądałam się mijającym mnie ludziom i samochodom, tak jakbym po raz pierwszy szła ulicami Buenos Aires. Dochodząc do studia słyszałam muzykę wydobywającą się z budynku. Weszłam do środka i znalazłam się w pustym korytarzu. Zapewne trwały lekcje, bo w holu nie było żywej duszy. Skierowałam się do pokoju nauczycielskiego, w którym zobaczyłam mężczyznę z burzą loków na głowie i szmaragdowymi oczami. 
- Kim pani jest?- Zapytał ciemnowłosy unosząc kąciki ust do góry, ukazując tym samym urocze dołeczki w policzkach.
- Ja jestem Angie pracowałam tutaj, ale wyjechałam na pół roku do Francji- Wyciągnęłam dłoń w stronę mężczyzny, a on uścisnął ją. Za sprawą jego dotyku moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
- Harry- Przedstawił się zielonooki.- Jestem na twoim dawnym stanowisku.- Spędziłam z Harry'm resztę godziny lekcyjnej i brunet okazał się miłym mężczyzną. Byłam pewna, że Pablo na mojego zastępce znalazł kobietę, a tu taka niespodzianka. Co prawda Violetta mówiła, że mają nowego przystojnego nauczyciela, ale nie sądziłam, że aż tak przystojnego.
- Może wyjdziemy wieczorem na kolacje?- Zapytał zielonooki i uśmiechnął się do mnie szarmancko.
- Chętnie- Odpowiedziałam przystając na zaproszenie lokowatego.
W końcu rozbrzmiał dzwonek sygnalizujący koniec lekcji, a na szkolnym holu dało usłyszeć się gwar rozgadanych nastolatków. Chwile potem do pokoju wtargnęli nauczyciele i tak jak poprzedniego dnia mieszkańcy willi Castillo, tak samo mnie uściskali. Najdłużej jednak trwałam w uścisku Pablita.
- Nic nie mówiłaś, że wracasz- Wykrztusił przyjaciel mocno przygniatając mnie do siebie.

Angie!- Usłyszałam radosne krzyki uczniów, kiedy pojawiłam się na szkolnym boisku, gdzie Pablo zwołał zebranie. Fala serdecznych spojrzeń zilustrowała uważnie moją osobę od stóp do głów, a ja stałam osłupiała na środku i rozłożyłam ramiona, aby zachęcić młodzież do wspólnego uścisku. Nastolatkowie rzucili się na mnie mówiąc co chwile teksty typu "tęskniliśmy" czy "wróciłaś". Po powitaniu dzieciaków nadal wszyscy stali zebrani, a ja zaczęłam mówić.
- Pobyt we Francji wiele we mnie zmienił- Zaczęłam nie śmiało, ale z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem czułam rodzącą się we mnie pewność.- Dostawałam wiele propozycji, dzięki którym mogłabym zawodowo występować na scenie, jeździć w trasy... Ale przez cały ten czas dostrzegłam, że moje miejsce jest tu- w Buenos Aires i moim marzeniem jest uczenie i przygotowywanie was do kariery muzycznej. I znowu chce być waszą nauczycielką, oczywiście jeśli Pablo się zgodzi- Ostatnie słowo wypowiedziałam wpatrując się w przyjaciela z wielką nadzieją. Mężczyzna posłał mi serdeczny uśmiech i ścisnął moją dłoń palcami.
- A więc zaczynasz od jutra, a Harry będzie ci pomagał- Odparł dyrektor na tyle głośno, aby wszyscy usłyszeli. Po tych słowach uczniowie mogli się rozejść do domów, a ja razem z gronem pedagogicznym ustaliliśmy plan moich zajęć. Po ustaleniu grafiki mogłam udać się do domu, gdzie trafiłam akurat na obiad. Zasiadłam do nakrytego już stołu, gdzie siedzieli już wszyscy domownicy i po moim przyjściu zaczęliśmy pochłanianie posiłku.
- I co myślisz o panu Harry'm- Zapytała mnie Viola posyłając mi jednoznaczne spojrzenie.
- Jest bardzo przystojny i miły- rozmarzyłam się i poczułam na sobie Germana patrzącego na mnie z wyrzutem i złością? Nie wiedziałam za bardzo o co mu chodzi, dlatego postanowiłam zignorować inżyniera i skoncentrować się na obiedzie.
Perspektywa Germana.
- Mówiłem, że w końcu ją stracisz- Prawił Ramallo spacerując w kółko po moim gabinecie- Zauroczyła się- Stwierdził- Gdybyś wyznał jej miłość chociażby wczoraj to...
-Zamknij się!- Krzyknąłem i uderzyłem pięścią w blat dębowego biurka.- Jeszcze nie jest za późno. Idę zaprosić ją na kolacje, odwołaj spotkania- Zażądałam i z hukiem zatrzasnąłem drzwi, o które oparłem się, aby ochłonąć, a następnie ruszyłem do pokoju ciotki mojej córki. Przed drewnianymi drzwiami poczułem zapach jej słodkich perfum idealnie pasujących do jej charakteru. Zapukałem dwa razy i wszedłem do środka. Blondynka stała w puchatym szlafroku i turbanie na głowie przed szeroko otwartą szafą widocznie czegoś szukając. Kiedy mnie zobaczyła pisnęła zaskoczona, ale zaraz na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
- Angie czy... Czy chciałabyś iść dzisiaj ze mną na kolację?- Zapytałem nieśmiało. Zauważyłem, że kobieta nerwowo zaczęła bawić się swoimi palcami i wbiła w nie wzrok. Cierpliwie stałem i czekałem na odpowiedź.
- Germanie ja... Ja dzisiaj nie mogę- Bąknęła podnosząc wzrok i zaszczycając mnie chabrowym spojrzeniem.
- Dlaczego?- Spytałem zawiedziony, ale jednocześnie cholernie ciekawy, dlaczego mi odmówiła.
- Bo ja dzisiaj idę na kolację z moim... Z moim współpracownikiem- Wyjaśniła z lekkich uśmiechem, a na jej policzkach dostrzegłem delikatne rumieńce. Bez słowa odwróciłem się i wróciłem do swojego gabinetu, gdzie Ramallo niecierpliwie na mnie czekał.
-I co?- Zapytał z nadzieją i podekscytowaniem, które zniknęły, kiedy zobaczył moją smętną minę.
- Miałeś racje, spieprzyłem sprawę.- Bąknąłem i usiadłem na swoim skórzanym fotelu- Idzie z jakimś fagasem na kolacje- Wymamrotałem z niezadowoleniem. Ukryłem twarz w dłoniach całkowicie ignorując mojego przyjaciela, który dobrze mnie znał i wiedział, że chce zostać sam, dlatego opuścił gabinet. Zamknąłem oczy i zacząłem analizować słowa, które kilka minut temu wypłynęły z ust mojej szwagierki i doszedłem do wniosku, że mimo, że idzie na kolacje z jakimś facetem dzisiaj nie znaczy, że mam przestać o nią walczyć.



Uff... I dotrwałam do końca pierwszego rozdziału. Mam nadzieje, że początek mojego opowiadania was zaciekawił i pozostawicie po sobie jakieś "pamiątki" (w postaci komentarza oczywiście)
I na początek pytanie: Odpowiadają wam rozdziały takiej długości? 



niedziela, 6 września 2015

Heja

Witam serdecznie wszystkich, którzy trafili na mojego pierwszego bloga, gdzie będziecie mogli znaleźć historię mojego pomysłu o Angeles i Germangie z serialu "Violetta".
Czytam trzy blogi właśnie o tej tematyce (kiedyś czytałam więcej, ale ludzie zaczęli zawieszać je) i do założenia swojego zainspirowały mnie autorki tych co teraz czytam.
Szczerze nie wiem co tu jeszcze napisać, dlatego zapraszam do rozdziałów :)